niedziela, 5 sierpnia 2012

oliwkowe ombre - podejście pierwsze

W tytule powinno widnieć jeszcze hasło 'i szokująca pomarańcza'...

To moje pierwsze podejście do ombre. Trzecie do barwników.
Pierwsze mało pamiętam, bo było parę ładnych lat temu. Drugie było barwieniem, a właściwie wzmacnianiem koloru kurtki, którą męczyłam zgodnie z instrukcją na opakowaniu :). 

Tym razem zrobiłam wszystko po swojemu i na zasadach 'a co tam! co wyjdzie to wyjdzie'.

Potrzebujemy:
- 'delikwenta', którego chcemy barwić
- miska/garnek
- barwnik
- woda
- ocet
- sól 

Ja wytargałam z mojej magicznej skrzynki białą koszulkę, która czekała na ratunek z powodu przebarwień.
No i postawiłam na oliwkę.


1. Nie chciałam gotować. Nalałam do miski trochę gorącej wody z kranu.
(na opakowaniu zaleca się emaliowane naczynia, bawiłam się w plastiku i przeżyli wszyscy - łącznie z michą ;) )

2. Wsypałam cały barwnik i łyżkę soli. Wymieszałam.

3. Zanurzyłam bluzkę, prawie do połowy. No.. i moim oczom ukazała się natychmiast pomarańczka!
To wina koloru barwnika czy czego? Wie ktoś?


4. Stopniowo ją wynurzałam w odstępach 10-20 minut. Raczej na zasadzie 'kiedy mi się przypomni'.

5. Spłukałam wodą, aż przestała 'puszczać' kolor.

6. Wypukałam w wodzie z odrobiną octu.

7. Wypłukałam w wodzie z płynem do płukania.

A potem już tylko suszenie i efekty:


Nie dokładnie o takie ombre mi chodziło, ale cóż - zawsze to jakaś nowość :) Nada się do czegoś?

Aaa tak, jeszcze jedno! Używajcie rękawiczek! Nie chcielibyście widzieć teraz moich dłoni. ;D

9 komentarzy:

  1. Mimo, że nie wyszło tak jak zamierzałaś, moim zdaniem wygląda oryginalnie i sama bym taką bluzeczkę nosiła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten komentarz, bo ja ciągle mam mieszane uczucia i nie wiem co o niej myśleć ;p

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. hahah no czasem zdarza mi się olśnienie ;D

      Usuń
  3. Prawie mnie przekonałyście ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. A kolor po praniu nie schodzi?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszelkie komentarze i uwagi ;))